wtorek, 4 października 2016

Prolog, cz.2

MAGNUS

Magnus przetarł lekko oczy, uważając, by przypadkiem nie zepsuć idealnego makijażu, bez którego czuł się prawie nagi. Spuścił nogi i usiadł na miękkim, niewielkim łóżku. Rozglądnął się badawczo. Po prawej stronie stała wielka szafa, wyglądająca nienaturalnie w tak małym pomieszczeniu. Obok niej miejsce zajmował kwietnik, w którym rosły wielobarwne kwiaty. Na wprost łóżka stały dwa fotele tapicerowane w geometryczne wzory, a pośrodku stolik kawowy. Ściany pomalowano wyrazistą niebieską farbą. „Chciałbym poznać osobę, która dekorowała to wnętrze” – pomyślał zdegustowany czarownik. Wstał i zaczął przechadzać się po pomieszczeniu. Jednym z ważniejszych elementów, które przykuło jego uwagę było okno, a właściwie jego brak. Jedynym źródłem światła był stary żyrandol zwisający z nieco sypiącego się sufitu. „Nie przywyknąłem chyba do takich warunków”. Przeszło mu przez myśl. „Musiałem być naprawdę zmęczony, aby zatrzymać się w takim miejscu na noc.” – skarcił w myślach sam siebie.
-No nic. Czas się zmywać. – pomyślał, po czym zrobił przed sobą gest rękami z zamiarem otwarcia bramy, aby wrócić do domu.  Niestety coś poszło po jego myśli i tylko słaby obłoczek fioletowego dymu pojawił się przed nim i równie szybko zniknął. Magnus zrobił tak bardzo zdziwioną minę na jaką tylko mogła mu pozwolić jego mimika. „Co jest?” – pomyślał – „Przecież moja magia jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. A nie zrobiłem nic źle. Ba! To byłaby chyba hańba po tylu latach…” Zdesperowany spróbował jednak ponownie i równie mocno tego pożałował. Zakręcił mu się w głowie, podparł się ręką o ścianę i powoi usiadł w fotelu. „To niemożliwe. Jak żyję mi się to nie zdarzyło .”
     Stracił odrobinę rachubę czasu, myśląc intensywnie o tym, co właśnie się stało.  Po chwili jednak podniósł się, otrzepał symbolicznie z całej złej energii, którą udało mu się nagromadzić w tej krótkiej chwili i znów pewny siebie podszedł do drzwi. Nacisnął klamkę, lecz drzwi nie chciały ustąpić. „Co to to nie!” Pomyślał szybko i z całą siłą naparł na drzwi, które w mgnieniu oka otworzyły się z głośnym zgrzytem, ukazując czarownikowi niedługi korytarz, zakończony schodami. Rozglądnął się, nie okazując wielu emocji poza całkowitą pewnością siebie i ruszył rześkim krokiem w stronę zejścia na niższe piętro.
     Znalazłszy się na parterze zauważył, że znajduje się w całkowicie typowym amerykańskim domu, jakie można często spotkać w mniej zaludnionych dzielnicach.
-Dzień dobry, panie Bane! – głos pojawił się zupełnie znikąd, zupełnie jak jego krzykliwa, optymistyczna, uśmiechnięta od ucha do ucha właścicielka- niska dziewczyna w wieku nieprzekraczającym dwudziestu lat. – Jak minęła panu noc? – dodała po chwili, widząc że rozmówca jest zbyt zdziwiony by odpowiedzieć.
-Byłoby lepiej, gdybym spędził ją we własnym łóżku. – skwitował czarownik. – Co tu się właściwie dzieje? – zapytał od razu.
-O! Przepraszam za moją niefrasobliwość. Jestem Neah. – pospiesznie wytarła rękę w czerwony fartuszek i wyciągnęła ją w stronę Magnusa, który jedynie popatrzył na nią z góry i niechętnie przyjął tę uprzejmość. – Pracuję tutaj dla…  - zawahała się – dla właściciela tego domu, a w tym momencie moim zadaniem jest zrobić panu śniadanie, więc… Czego by pan sobie życzył?
    Z twarzy czarownika nadal nie schodziło zdziwienie. Spojrzał na dziewczynę, rozglądnął się po kuchni i ponownie zwrócił wzrok ku nieznajomej.
-Bardzo ci dziękuję, ale na mnie chyba już pora. – posłał Neah’i przepraszający uśmiech i ruszył w stronę korytarza, aby poszukać wyjścia z domu. Wydawałoby się, że dziewczyna będzie protestować, jednak ta stała po prostu niewzruszona i wodziła oczami za Magnusem, który w tej chwili pociągnął za klamkę. Jednak drzwi okazały się zamknięte. Odwrócił się na pięcie i wrócił do kuchni, gdzie czekała na niego zupełnie niczym niewzruszona Neah. Usiadł na krześle i zaczął powoli miarkować ją wzrokiem.
-Czy byłabyś w stanie wytłumaczyć mi, co się tutaj dzieje? Dlaczego nie mogę opuścić tego miejsca? Nie przypominam sobie, żebym dokonał tak poważnych wykroczeń, żeby aż ktoś musiał zamknąć mnie w więzieniu.
-To nie więzienie. – odparowała szybko dziewczyna. I wróciła do przygotowywania tostów z ciemnego chleba. Magnus wpatrywał się w jej ruchy, oczekując jeszcze chwilę odpowiedzi.
-Tak chyba niczego się nie dowiem. – wstał na proste nogi i z pełnym rezygnacji uśmiechem zapytał. – Czy mógłbym chociaż dowiedzieć się gdzie skorzystam z łazienki?
     Gospodyni natychmiast zostawiła tosty i zaprowadziła go na piętro, gdzie za niewielkimi drzwiami znajdowała się malutka łazieneczka, w której dominował ciasny prysznic. Magnus pospiesznie zamknął drzwi na klucz i przycisnął do nich ucho aby sprawdzić, czy dziewczyna na pewno sobie poszła. Gdy tylko usłyszał kroki schodzącej po schodach Neah’i, sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej telefon. Narysował na wyświetlaczu wzór w kształcie litery „M” i od razu wybrał numer Aleca.
-„Połączenie jest niemożliwe do zrealizowania…” – usłyszał zaraz po przyłożeniu telefonu do ucha. Otworzył czym prędzej czytnik kart i zorientował się, że ktoś wyciągnął jego SIMa.
-Szlag! – zaklął pod nosem. – Myśl Magnus! – ponaglił sam siebie i oparł się rękami o niewielką, białą umywalkę. Spojrzał w lustro i głęboko przyglądał się swojej własnej twarzy, która patrzyła na niego w odbiciu. Nie była to twarz pewnego siebie Wysokiego Czarownika Brooklyn’u, ale trochę ekscentrycznego, zagubionego Przyziemnego, który znalazł się w patowej sytuacji i nie bardzo wie, co może zrobić, aby znaleźć z niej wyjście. Nagle coś mu się przypomniało. Sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął z niej plik malutkich karteczek oraz pióro. „To moja jedyna szansa” pomyślał i szybko nabazgrał na kartce jakieś słowa, po czym wysmarował dość sporą runę i złożył kartkę na pół. „Pomysł z trzymaniem rzeczy na sytuacje awaryjne jest dość użyteczny”. Patrzył jak kartka powoli spala się pod wpływem działania runy.
-Panie Bane! Wszystko w porządku? – usłyszał nagle zza drzwi. Pospiesznie zebrał resztki spalonej wiadomości na rękę i ostrożnie włożył je do  kosza na śmieci, stojącego w rogu pomieszczenia. Otworzył drzwi i wyszedł na korytarz z najbardziej uniwersalną miną na jaką mógł się zdobyć.

-Czy coś nie tak? – Neah zmieszana popatrzyła na niego i chyba pożałowała pytania. – Jeśli już upewniłaś się, że jest dobrze i jeszcze nie uciekłem z więzienia, to chętnie zjem moje tosty i wrócę do pokoju, żeby zastanowić się nad tą niespotykaną sytuacją. Dziękuję. – zszedł do kuchni wziął talerz i wrócił do pokoju, starannie zamykając za sobą drzwi. Usiadł w fotelu, położył tosty na stoliku obok i skosztował posiłku, mając nadzieję, że jego wiadomość dotrze szczęśliwie do Alec’a.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz