MAGNUS
Magnus przetarł lekko oczy, uważając, by przypadkiem nie
zepsuć idealnego makijażu, bez którego czuł się prawie nagi. Spuścił nogi i
usiadł na miękkim, niewielkim łóżku. Rozglądnął się badawczo. Po prawej stronie
stała wielka szafa, wyglądająca nienaturalnie w tak małym pomieszczeniu. Obok
niej miejsce zajmował kwietnik, w którym rosły wielobarwne kwiaty. Na wprost
łóżka stały dwa fotele tapicerowane w geometryczne wzory, a pośrodku stolik
kawowy. Ściany pomalowano wyrazistą niebieską farbą. „Chciałbym poznać osobę,
która dekorowała to wnętrze” – pomyślał zdegustowany czarownik. Wstał i zaczął
przechadzać się po pomieszczeniu. Jednym z ważniejszych elementów, które
przykuło jego uwagę było okno, a właściwie jego brak. Jedynym źródłem światła
był stary żyrandol zwisający z nieco sypiącego się sufitu. „Nie przywyknąłem
chyba do takich warunków”. Przeszło mu przez myśl. „Musiałem być naprawdę
zmęczony, aby zatrzymać się w takim miejscu na noc.” – skarcił w myślach sam
siebie.
-No nic. Czas się zmywać. – pomyślał, po czym zrobił przed
sobą gest rękami z zamiarem otwarcia bramy, aby wrócić do domu. Niestety coś poszło po jego myśli i tylko
słaby obłoczek fioletowego dymu pojawił się przed nim i równie szybko zniknął.
Magnus zrobił tak bardzo zdziwioną minę na jaką tylko mogła mu pozwolić jego
mimika. „Co jest?” – pomyślał – „Przecież moja magia jeszcze nigdy mnie nie
zawiodła. A nie zrobiłem nic źle. Ba! To byłaby chyba hańba po tylu latach…”
Zdesperowany spróbował jednak ponownie i równie mocno tego pożałował. Zakręcił
mu się w głowie, podparł się ręką o ścianę i powoi usiadł w fotelu. „To
niemożliwe. Jak żyję mi się to nie zdarzyło .”
Stracił odrobinę
rachubę czasu, myśląc intensywnie o tym, co właśnie się stało. Po chwili jednak podniósł się, otrzepał
symbolicznie z całej złej energii, którą udało mu się nagromadzić w tej
krótkiej chwili i znów pewny siebie podszedł do drzwi. Nacisnął klamkę, lecz
drzwi nie chciały ustąpić. „Co to to nie!” Pomyślał szybko i z całą siłą naparł
na drzwi, które w mgnieniu oka otworzyły się z głośnym zgrzytem, ukazując
czarownikowi niedługi korytarz, zakończony schodami. Rozglądnął się, nie
okazując wielu emocji poza całkowitą pewnością siebie i ruszył rześkim krokiem
w stronę zejścia na niższe piętro.
Znalazłszy się na
parterze zauważył, że znajduje się w całkowicie typowym amerykańskim domu,
jakie można często spotkać w mniej zaludnionych dzielnicach.
-Dzień dobry, panie Bane! – głos pojawił się zupełnie
znikąd, zupełnie jak jego krzykliwa, optymistyczna, uśmiechnięta od ucha do
ucha właścicielka- niska dziewczyna w wieku nieprzekraczającym dwudziestu lat.
– Jak minęła panu noc? – dodała po chwili, widząc że rozmówca jest zbyt
zdziwiony by odpowiedzieć.
-Byłoby lepiej, gdybym spędził ją we własnym łóżku. – skwitował
czarownik. – Co tu się właściwie dzieje? – zapytał od razu.
-O! Przepraszam za moją niefrasobliwość. Jestem Neah. –
pospiesznie wytarła rękę w czerwony fartuszek i wyciągnęła ją w stronę Magnusa,
który jedynie popatrzył na nią z góry i niechętnie przyjął tę uprzejmość. –
Pracuję tutaj dla… - zawahała się – dla
właściciela tego domu, a w tym momencie moim zadaniem jest zrobić panu
śniadanie, więc… Czego by pan sobie życzył?
Z twarzy
czarownika nadal nie schodziło zdziwienie. Spojrzał na dziewczynę, rozglądnął
się po kuchni i ponownie zwrócił wzrok ku nieznajomej.
-Bardzo ci dziękuję, ale na mnie chyba już pora. – posłał
Neah’i przepraszający uśmiech i ruszył w stronę korytarza, aby poszukać wyjścia
z domu. Wydawałoby się, że dziewczyna będzie protestować, jednak ta stała po
prostu niewzruszona i wodziła oczami za Magnusem, który w tej chwili pociągnął
za klamkę. Jednak drzwi okazały się zamknięte. Odwrócił się na pięcie i wrócił
do kuchni, gdzie czekała na niego zupełnie niczym niewzruszona Neah. Usiadł na
krześle i zaczął powoli miarkować ją wzrokiem.
-Czy byłabyś w stanie wytłumaczyć mi, co się tutaj dzieje?
Dlaczego nie mogę opuścić tego miejsca? Nie przypominam sobie, żebym dokonał
tak poważnych wykroczeń, żeby aż ktoś musiał zamknąć mnie w więzieniu.
-To nie więzienie. – odparowała szybko dziewczyna. I wróciła
do przygotowywania tostów z ciemnego chleba. Magnus wpatrywał się w jej ruchy,
oczekując jeszcze chwilę odpowiedzi.
-Tak chyba niczego się nie dowiem. – wstał na proste nogi i
z pełnym rezygnacji uśmiechem zapytał. – Czy mógłbym chociaż dowiedzieć się
gdzie skorzystam z łazienki?
Gospodyni
natychmiast zostawiła tosty i zaprowadziła go na piętro, gdzie za niewielkimi
drzwiami znajdowała się malutka łazieneczka, w której dominował ciasny
prysznic. Magnus pospiesznie zamknął drzwi na klucz i przycisnął do nich ucho
aby sprawdzić, czy dziewczyna na pewno sobie poszła. Gdy tylko usłyszał kroki
schodzącej po schodach Neah’i, sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej telefon.
Narysował na wyświetlaczu wzór w kształcie litery „M” i od razu wybrał numer
Aleca.
-„Połączenie jest niemożliwe do zrealizowania…” – usłyszał
zaraz po przyłożeniu telefonu do ucha. Otworzył czym prędzej czytnik kart i
zorientował się, że ktoś wyciągnął jego SIMa.
-Szlag! – zaklął pod nosem. – Myśl Magnus! – ponaglił sam
siebie i oparł się rękami o niewielką, białą umywalkę. Spojrzał w lustro i
głęboko przyglądał się swojej własnej twarzy, która patrzyła na niego w
odbiciu. Nie była to twarz pewnego siebie Wysokiego Czarownika Brooklyn’u, ale trochę
ekscentrycznego, zagubionego Przyziemnego, który znalazł się w patowej sytuacji
i nie bardzo wie, co może zrobić, aby znaleźć z niej wyjście. Nagle coś mu się
przypomniało. Sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął z niej plik malutkich
karteczek oraz pióro. „To moja jedyna szansa” pomyślał i szybko nabazgrał na
kartce jakieś słowa, po czym wysmarował dość sporą runę i złożył kartkę na pół.
„Pomysł z trzymaniem rzeczy na sytuacje awaryjne jest dość użyteczny”. Patrzył
jak kartka powoli spala się pod wpływem działania runy.
-Panie Bane! Wszystko w porządku? – usłyszał nagle zza
drzwi. Pospiesznie zebrał resztki spalonej wiadomości na rękę i ostrożnie
włożył je do kosza na śmieci, stojącego
w rogu pomieszczenia. Otworzył drzwi i wyszedł na korytarz z najbardziej
uniwersalną miną na jaką mógł się zdobyć.
-Czy coś nie tak? – Neah zmieszana popatrzyła na niego i
chyba pożałowała pytania. – Jeśli już upewniłaś się, że jest dobrze i jeszcze
nie uciekłem z więzienia, to chętnie zjem moje tosty i wrócę do pokoju, żeby
zastanowić się nad tą niespotykaną sytuacją. Dziękuję. – zszedł do kuchni wziął
talerz i wrócił do pokoju, starannie zamykając za sobą drzwi. Usiadł w fotelu,
położył tosty na stoliku obok i skosztował posiłku, mając nadzieję, że jego
wiadomość dotrze szczęśliwie do Alec’a.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz